Od dłuższego czasu w województwie kujawsko-pomorskim nie padało zbyt dużo deszczu, a to przyczynia się do powstawania zwiększonego ryzyka pożarowego. Tylko w ostatnich dniach trawy paliły się W okolicach Bydgoszczy, Solca Kujawskiego, Złejwsi Wielkiej czy Chełmży. Niestety w przytłaczającej większości winny jest człowiek.
- Od pierwszego stycznia mieliśmy w woj. kujawsko-pomorskim 410 pożarów traw - informuje st. bryg. Małgorzata Jarocka-Krzemkowska z Komendy Wojewódzkiej PSP. - Paliła się sucha, pozimowa trawa na nieużytkach rolniczych, poboczach, skarpach, nasypach kolejowych. One bardzo mocno podbijają nam licznik, jeżeli chodzi z sytuacją pożarową w regionie. Ich jest naprawdę bardzo dużo na przedwiośniu i wczesną wiosną, kiedy jeszcze ta zielona, młoda trawa nie wyjdzie na powierzchnię.
W wyniku pożarów traw w bieżącym roku w kraju już 15 osób odniosło obrażenia, a 2 osoby śmierć. Oprócz zagrożenia dla ludzi, pożary traw powodują ogromne straty dla środowiska naturalnego oraz infrastruktury. Szkody z wypalania traw są dwojakie - ekologiczne i materialne.
- Kiedyś wypalanie było nagminne - mówi Małgorzata Jarocka-Krzemkowska. - Było takie przekonanie, że to dobrze wpływa na glebę, a to nieporozumienie. Tymczasem, każdy ekolog to potwierdzi, wypalanie obniża wartość rolniczą ziemi. Gleba staje się wtedy jałowa, wypalona zostaje warstwa próchnicza, ta najbardziej żyzna. Nie ma możliwości, żeby za sprawą ognia ta gleba o cokolwiek się wzbogaciła. Zmniejsza się jej zdolność retencji. Giną małe zwierzęta. Te pożary powodują też straty materialne. Taka sucha trawa to doskonały materiał palny. Małe ognisko może się przerodzić momentalnie w coś naprawdę wielkiego. Niejednokrotnie jedziemy do jednego ogniska, a na miejscu okazuje się, że są dwa, trzy i nawet więcej. Specyfika tych pożarów jest taka, że żagwie, płonące fragment roślin, przenoszą się z miejsca na miejsce i powodują namnażanie się ognisk. Jeśli do tego wieje wiatr, to zagrożenie pożarowe jest ogromne. Na przykład ludzie mówią, że kontrolują takie wypalanie w ogrodzie, a naprawdę wystarczy chwila nieuwagi. Prędkość rozprzestrzeniania się takiego pożaru może wpłynąć na wyobraźnię, bo dochodzi nawet do 20 kilometrów na godzinę. Możemy nie zdążyć uciec.
Według danych z połowy marca strażacy odnotowali już 8.535 pożarów traw, co stanowi drastyczny wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem. O tej samej porze w 2024 roku liczba ta wynosiła 2.035, co oznacza ponad czterokrotny wzrost liczby interwencji. Na szczęście w naszym regionie nie jest tak wielka jak na przykład w mazowieckim, gdzie trawy paliły się już około 1,5 tys. razy. Niestety winni są przede wszystkim ludzie.
- Przyczyną 95 procent tych pożarów jest człowiek - informuje st. bryg. Małgorzata Jarocka-Krzemkowska. - Czy to przez świadome podpalenie, rozpalanie ognisk, czy nieuwagę. My nie ustalamy przyczyn, to robią policjanci. W naszej dokumentacji jest co najwyżej przypuszczalna przyczyna. Niestety większości tych pożarów winni są ludzie - wyrzucony papieros z samochodu czy pociągu, używanie otwartego ognia, rozgrzany kolektor samochodu zaparkowanego w lesie, no i mamy 410 przypadków od stycznia.
W Polsce mamy zakaz wypalania traw. Nie ma na to absolutnie żadnego przyzwolenia. Osobie, która wypala taką roślinność - ogrodową, na gruntach rolnych, w obrębie obszarów kolejowych, przy pasach drogowych czy na rowach, grozi kara do 30 tysięcy złotych. To nie wszystko, bo każdy, kto spowoduje zagrożenie życia, zdrowia czy mienia wielkich rozmiarów, podlega karze pozbawienia wolności nawet do 10 lat. Ma to na celu ochronę środowiska i zapobieganie sytuacjom zagrażającym zdrowiu i życiu.