No właśnie, i nie chodzi o samą obsługę i dowozy sprzętu czy towarów, ale i kuracjuszy...
Tym bardziej, że jesteśmy przyzwyczajeni, ze samochodem podjeżdżamy pod sam hotel. Nie widziałem jeszcze w Polsce takiego miejsca, że zostawia się samochód na parkingu buforowym, bierze meleksa i dojeżdża do hotelu.
Jak wygląda państwa współpraca z gminami ościennymi? Na sukcesie Ciechocinka teoretycznie powinni zarabia też inni, bo te setki tysięcy gości ogromnie poszerzają rynek pracy czy usług…
Jesteśmy w związku gmin ziemi kujawskiej. Ta współpraca odbywa się na zasadzie: robimy wspólnie ścieżki rowerowe czy też zarządzamy wspólnie wysypiskiem odpadów. Natomiast współpracy turystycznej w tym obrębie nie było. I faktycznie, przyznaję, jest tu pole do popisu, szczególnie, jeśli pomyślę o Nieszawie, Raciążku i gminie Aleksandrów. Turystyka to jedno, druga – to pracownicy. Pierwszy krok to możliwość dojeżdżania do Raciążka naszym autobusem elektrycznym, po to żeby ułatwić dostęp do Ciechocinka. Jest jak wiadomo obecnie problem z pracownikami.
Kogo brakuje w Ciechocinku?
Jesteśmy oczywiście specyficzną miejscowością. Z jednej strony zawsze potrzeba fachowców – pielęgniarek, fizjoterapeutów, lekarzy. Z drugiej strony potrzebni nam są pracownicy serwisu w obiektach, branży gastronomicznej. I tu wchodzi z kolei w grę sezonowość. W sezonie letnim zapotrzebowanie jest większe, choć oczywiście sanatoria działają w prawie pełnym obłożeniu przez cały rok.
I tu zresztą wchodzi w grę problem tak zwanych niedojazdów – szacujemy ich liczbę na, zależnie od okresu, 10-20 procent! Jestem po spotkaniach z przedsiębiorcami. „Niedojazdy” w ramach NFZ to dla nich poważny problem, bo nie mogą się przestawić na działalność czysto komercyjną, mogą ją jedynie uzupełniać. Ale tu jest element dużej niepewności, bo nie mogą sobie pozwolić na sytuację, w której ktoś dostanie skierowanie i nie będzie go gdzie ulokować. Kiedyś nawet myślano o tym, żeby stworzyć taki wewnętrzny rynek wolnych miejsc, ale przedsiębiorcom nigdy się nie udało we własnym zakresie tego uzgodnić. Mimo wszystko widzą jednak między sobą konkurencję.
Wspomniał pan o współpracy z samorządami kujawskimi, ale ta międzysamorządowa współpraca jest szersza. Od stycznia Ciechocinek, razem z 35 innymi samorządami, tworzy Metropolię Toruńską. Jakich korzyści dla swego miasta spodziewa się Pan dzięki udziałowi w tym stowarzyszeniu?
Po pierwsze to korzyści związane z ruchem turystycznym. Spójrzmy, że w jednej metropolii będą dwie miejscowości posiadające status UNESCO. Z jednej strony to starówka toruńska, a z drugiej - Ciechocinek. To coś, co można dobrze wykorzystać. Każdy turysta, którzy przyjeżdża tu choćby na dwie godziny, to korzyść dla osób prowadzących u nas działalność gospodarczą. Ciechocinek to miejsce odpoczynku i miejsce, do którego przyjeżdża się w celach zdrowotnych. I to jest oferta dla całej aglomeracji. Może warto pomyśleć o stworzeniu wspólnych pakietów zdrowotnych? Wiem, że dr Marcin Zajączkowski, prezes spółki Uzdrowisko Ciechocinek rozmawiał już z prezydentem Torunia o kwestiach związanych ze świadczeniem usług zdrowotnych. Może się pojawi wspólna karta aglomeracyjna? Ciechocinek ma swoją kartę miejska, Toruń ma swoją…
…przy czym Ciechocinek miał ją wcześniej.
Tak. Może warto je połączyć? Widzimy w tym bardzo duży potencjał. My myślimy nie tylko lokalnie, ale też bardziej globalnie, bo taka jest nasza marka. Patrzymy nie tylko na województwo, ale i patrzymy na obszar, na jaki oddziaływujemy. I tutaj wspólnie z Toruniem możemy połączyć siły na przykład w promocji obu naszych miast. Jesteśmy liderem na rynku polskich uzdrowisk, mamy swoją markę, proszę zwrócić uwagę, że częściej się nas wymienia niż np. Kołobrzeg, który ma dużo więcej turystów, ale jako uzdrowisko jest mniej popularny. Mamy masę imprez, eventów, mamy swoją historię, „to, co w Ciechocinku się wydarzy, w Ciechocinku zostaje”, z Ciechocinkiem związanych jest masa anegdotek, jesteśmy obecni w mediach. Wspólnie z Toruniem, jako dwójka liderów, choć w odrębnych dziedzinach, możemy zrobić więcej. Toruń nie będzie uzdrowiskiem, a my nie będziemy takiej wielkości miastem, ale możemy się uzupełniać i tworzyć wspólne programy.
Poza tym, jesteśmy świadomi, że turystycznie jesteśmy atrakcyjni dla Torunia. Jesteśmy chyba pierwszą gminą, najczęściej odwiedzaną przez mieszkańców Torunia.
Do tego turystyka zdrowotna to jedna z inteligentnych specjalizacji województwa, to branża, na którą się w regionie szczególnie stawia.
To są dziedziny, które wciąż jeszcze nie w pełni zostały wydobyte. Perspektywy dotyczące leczenia są bardzo szerokie. Jako społeczeństwo starzejemy się. W samym Ciechocinku 38 procent mieszkańców to osoby powyżej 65. roku życia.
Polska Floryda?
Ale to też widać w statystykach. Jak wynika z niedawnych danych GUS, w Ciechocinku lokują się osoby, które lepiej zarabiają. W ściąganiu ludzi zamożnych konkurujemy z Toruniem, czy Bydgoszczą. Inna nasza specyfika polega na tym, że aż 55 proc. zatrudnionych u nas to kobiety, co wiąże się z dominująca branżą uzdrowiskową. Takich specyficznych współczynników jest zresztą u nas dużo.
Mamy w Polsce jakieś pół setki miejscowości o statusie uzdrowiskowym. Ciechocinek jest w tym segmencie liderem, ale czy jednak jest coś, czego Pan zazdrości innym popularnym polskim kurortom, czego co w Ciechocinku nie ma?
Porównując, ale akurat nie z polskimi kurortami, ale litewskimi Druskiennikami, to trochę brakowało nam innowacyjności. Tu wracamy do początku rozmowy: nie powstał u nas żaden sieciowy obiekt hotelowy. I tego na przykład brakuje. Tężnie, owszem, są wow, ale mamy je już od 1827 roku!
Są jakieś rozmowy z inwestorami z branży hotelowej?
Wcześniej były rozmowy, widziałem nawet wstępne projekty sieci Ireny Eris czy Malinowe Hotele. Teraz widzimy znów ożywiony ruch, zgłaszają się do nas poważni gracze, powiedziałbym nawet, że liderzy rynku. Po tym, jak ogłosiliśmy, że wraca kolej, że będziemy tworzyć centrum historyczno-edukacyjne i ze odzyskamy basen, tych pytań przybywa. Na razie jeszcze efektów nie widać, ale zainteresowanie wyraźnie wzrosło.
Lider też miewa kłopoty. Głośno ostatnio było o sporze wokół planów budowy kompostowni i biogazowni. Były protesty i publikacje medialne o kurorcie w „oparach fekaliów”. Dla wizerunku uzdrowiska to groźna sytuacja.
Jest tu trochę powyborczej polityki, ale jest i drugi aspekt - stan faktyczny, jaki dziś mamy. A ten jest taki, że Ciechocinek ma oczyszczalnię ścieków, którą musimy modernizować. Pochodzący z niej osad jest umieszczany pod wiatą i leży tam, bo można go wywozić tylko w dwóch okresach w ciągu roku, wiosną i jesienią. Według mojej oceny, ale też z punktu widzenia dobra mieszkańców, mówienie o tym w taki sensacyjny, nie do końca prawdziwy sposób, jest krzywdzące dla miasta. Technologia, jaką chcemy zastosować, polega na zamknięciu osadów w procesie beztlenowym i odgazowaniu, a wiadomo, że odór osadów odgazowanych i nieodgazowanych jest zupełnie inny. Ktoś powiedział, że trawa jest odpadem biologicznym, a gmina ma tyle terenów zielonych, że musimy coś z tym zrobić. Oddajemy to na zewnątrz, ale też możemy ten potencjał zielonej energii wykorzystać na potrzeby własne. Nikt nie mówi, że dziś oczyszczalnia ścieków spala 20 ton węgla, a po zmianie nie będzie tyle spalać. Mówi się tylko o tych negatywnych rzeczach. Trochę to przykre. Jestem przekonany, że nasze działania środowiskowo się obronią.
Inna sprawa, że dziś tak naprawdę nie mówimy o pozwoleniu na budowę, ale o etapie weryfikacji, czy jest to środowiskowo możliwe do wykonania, bez szkodzenia ani wizerunkowi miasta, ani środowisku, ani zabytkowi, jakimi są tężnie.
A z powodu Siarzewa burmistrza Ciechocinka nie boli głowa?
Według mnie temat jest bardzo prosty. Jeżeli nie zostanie wprowadzona megaustawa, to proces odwoławczy będzie trwał od siedmiu do dziesięciu lat i być może po 10 latach będziemy wracali do tego samego stanu. Wystarczy, żeby znalazła się jedna osoba, która wejdzie w proces…
A zawsze się znajdzie…
Tak. Jeżeli rzeczywiście uważamy, że jest to inwestycja strategiczna dla bezpieczeństwa Polski, powinno to iść w formie megaustawy, w trybie natychmiastowej wykonalności, tak jak to zrobiono z przekopem przez Mierzeję. W innym przypadku tej inwestycji po prostu nie będzie.
Dziękujemy za rozmowę.