Miasto na zdrowie, czyli pytania o Ciechocinek. Rozmowa z burmistrzem Jarosławem Jucewiczem. NASZ WYWIAD z cyklu MIASTO Z PRZYSZŁOŚCIĄ

Puls Dnia
Biznes Ludzie
Biznes Opinie
burmistrz ciechocinka
Fot. Szymon Ździebło/tarantoga.pl dla UMWKP

Z burmistrzem Ciechocinka JAROSŁAWEM JUCEWICZEM - o liderowaniu, wyzwaniach i bólu głowy - rozmawiają Ryszard Warta i Mariusz Załuski

Ciechocinek przyciąga mniej więcej 130 tysięcy kuracjuszy, a w sumie pół miliona gości rocznie… Jak na 10-tysięczną miejscowość to, delikatnie mówiąc, sporo. Od nadmiaru gości pana czasami głowa nie boli?

Owszem, czasami trochę boli, ale z drugiej strony mieliśmy nie tak dawno pandemię, która pokazała nam wyraźnie, że Ciechocinek jest de facto uzależniony od turystów. Nie chciałbym ponownie przeżyć tego samego, co przeżywaliśmy w tamtym okresie.

Wiemy, jak turyści i i kuracjusze są dla nas ważni. To dzięki nim miasto jest dzisiaj liderem rozwoju społeczno-gospodarczego w województwie kujawsko-pomorskim. Choć z drugiej strony ten klient faktycznie mógłby być nieco bardziej zróżnicowany…

W jaki sposób?

Obecnie jest to w dużej części grupa osób starszych, natomiast nam się marzy, żeby troszkę to zbilansować rodzinami z dziećmi. I nad tym pracujemy.

W takim razie czego Ciechocinkowi brakuje, żeby poszerzyć grupę odwiedzającą miasto, chociażby właśnie o rodziny z dziećmi?

Zadaję sobie pytanie, dlaczego w  Ciechocinku nie powstał żaden obiekt sieciowy, związany ze znaną marką, przeznaczony dla rodzin? Kiedyś były takie przymiarki. Dlaczego nie ma w Ciechocinku żadnego aquaparku? Zawsze się mówiło o basenie solankowym – dziś, jak wiemy, marszałek go wykupił - ale nikt nie zdołał niszy po braku tego basenu solankowego do tej pory wypełnić. Wydaje mi się, że nie byliśmy dotąd na tyle marką samą w sobie, żeby takiego inwestora, nastawionego na specyficznego klienta, przyciągnąć. Dzisiaj głównie bazujemy na kliencie z NFZ, czyli leczeniu państwowym. A potencjał jest, nasze wodne place zabaw odwiedziło 46 tys. osób w dwa miesiące! 

Biznes turystyki zdrowotnej to w każdym razie dzisiaj podstawowa gałąź biznesu w mieście. Jest podmiot samorządu wojewódzkiego – Uzdrowisko Ciechocinek – największy gracz, są przedsiębiorcy prywatni… Wszyscy konkurują na jednym rynku. Jak wyglądają te relacje z punktu widzenia samorządu miejskiego?

Oni konkurują w jakiś sposób i zawsze będą, bo tego wymaga rynek. Oprócz Uzdrowiska Ciechocinek – które obszarowo jest największym graczem - pod względem kuracjuszy i liczby miejsc dorównuje mu resortowy obiekt, 22. Szpital Wojskowy. Mamy też inne duże podmioty - klinikę uzdrowiskową pod tężniami, której właścicielem są spółdzielnie mleczarskie, jest Orion, czyli ośrodek MSWiA. 

Faktycznie Uzdrowisko Ciechocinek jest dla nas bardzo ważne, bo zarządza infrastrukturą kluczową dla rozwoju miasta – czyli całym ciągiem technologicznym, z Grzybkiem i tężniami solankowymi, a to najważniejsza atrakcja, polski kandydat na listę UNESCO. 

Niedawno byliśmy w Ciechocinku na podpisaniu umowy wykonawczej na remont reaktywowanej linii kolejowej. To przywrócenie linii po 14 latach to będzie zmiana jakościowa, chociażby w komunikacji z Toruniem i Bydgoszczą. Ale czy to będzie też znacząca zmiana ilościowa?

Na pewno poprawi się dostępność Ciechocinka. Na pewno wzrośnie też liczba osób odwiedzających nas, chociażby z Torunia czy Bydgoszczy. A dodajmy, że byliśmy w pewnym sensie wykluczeni komunikacyjnie, wszystko się likwidowało. Transport publiczny został ograniczony, również ten kursujący na autostradzie, bo zjazd do Ciechocinka zajmował, według przewoźników, za dużo czasu. Nie oszukujmy się, do Ciechocinka przyjeżdża się dziś w dużej mierze  transportem prywatnym.

Mam wielką nadzieję, że te połączenia kolejowe wejdą ludziom w nawyk. Dla nas ważne jest jednak również to, że będzie to wyraźna zmiana jakościowa w ramach komunikacji wewnątrz powiatu aleksandrowskiego. Dzisiaj osoby szukające pracy zastanawiają się, jak dojechać z Ciechocinka do Aleksandrowa i odwrotnie. Kolej ten problem też rozwiąże.

Generalnie więc gości będzie więcej. Wracając do naszego pierwszego pytania o ból głowy – jak jest poziom turystycznej „wyporności” Ciechocinka? Zawsze jest pewien moment, kiedy gości robi się za dużo…

W Ciechocinku mieliśmy różne okresy, był też taki, kiedy zlikwidowano lub zamknięto i nie odrestaurowano bardzo dużo sanatoriów. Takim dobrym i znanym przykładem jest sanatorium Wiarus. Były też okresy, kiedy obiekty zaczęły się rozbudowywać… Myślę, że nie do końca jeszcze jesteśmy „zmierzeni”, bo mamy też dużą szarą strefę.

Apartamenty na wynajem?

Tak, wynajem krótkoterminowy. Proszę zauważyć, ile w Ciechocinku buduje się bloków, w których nie mieszkają zameldowane tam osoby, tylko ulokowane są apartamenty na wynajem. Wprowadziliśmy metodę pomiarową, mamy narzędzia i już widzieliśmy, jak duża była szara strefa w okresie zimowym. To minimum 10 proc. rynku.

A liczby? Przed pandemią mieliśmy liczbę osobodni na poziomie 1 mln 200 tys., dziś mamy 1 mln 400 tys. Trochę rezerwy jeszcze mamy, nie możemy jednak zapomnieć, że przede wszystkim jesteśmy uzdrowiskiem. I faktycznie, dzisiaj już się zastanawiamy, co zrobić, żeby nie zdarzyło się to, co mamy w najbardziej popularnych miejscach w Europie, gdzie zaczęto zniechęcać turystów do przyjazdu. 

A propos uzdrowiska. Podpisaliście niedawno z Inowrocławiem i Brześciem Kujawskim porozumienie o współpracy w ramach inteligentnych specjalizacji kujawsko-pomorskiego, bo rzeczywiście turystyka zdrowotna i uzdrowiska to nasz biznesowy przebój. Co daje takie porozumienie Ciechocinkowi, jako największemu graczowi w tym trójkącie? Bo to, że daje dużo Wieńcowi i Inowrocławowi, to jasne – mają wspólną markę z Ciechocinkiem, chyba najbardziej znanym w Polsce uzdrowiskiem.

Widzimy, że mamy problem z przebiciem się z naszym stanowiskiem, jeżeli chodzi generalnie  o gminy uzdrowiskowe w Polsce. W kujawsko-pomorskim są tylko trzy gminy, natomiast na przykład w pasie górskim tych gmin jest dużo, więc oni w tym środowisku mają więcej do powiedzenia. Tak to odczuwamy. Chcemy się skonsolidować, żeby wspólnie się komunikować, nie w województwie, ale na zewnątrz. Poza tym na wspólnej promocji na pewno wszyscy skorzystają. 

Oczywiście marka Ciechocinka jest na tyle mocna, że może być takim kujawsko-pomorskim motorem napędowym, ale widzimy to partnersko. Aż tak bardzo konkurencją dla siebie nie jesteśmy, jest zdecydowanie więcej korzyści z tej współpracy.

W dyskusjach o kierunkach rozwoju Ciechocinka pojawiała się koncepcja parkingów buforowych i zamknięcia centrum dla ruchu kołowego. Dzisiaj to już nieaktualny pomysł?
Był taki pomysł, ale naszym problemem jest to, że nie mamy zbyt wielu naszych nieruchomości i tak naprawdę nie jesteśmy w stanie tych parkingów buforowych zrealizować. Nie ma ustawy, która pozwoliłaby na to, żeby wywłaszczyć, tak jak pod drogę, pod parking buforowy.

Gmina na pewno będzie musiała zamknąć ruch w centrum miasta. Pierwszym krokiem będzie zrobienie tego przy Grzybku, czyli stworzenie jednego, wielkiego centrum parkowego - obręb teatru, Grzybka, Alei Sław, parku zdrojowego, parku tężniowego. Z drugiej strony musimy zapewnić dojazd do obiektów sanatoryjnych.
 

burmistrz ciechocinka

No właśnie, i nie chodzi o samą obsługę i dowozy sprzętu czy towarów, ale i kuracjuszy...

Tym bardziej, że jesteśmy przyzwyczajeni, ze samochodem podjeżdżamy pod sam hotel. Nie widziałem jeszcze w Polsce takiego miejsca, że zostawia się samochód na parkingu buforowym, bierze meleksa i dojeżdża do hotelu.

Jak wygląda państwa współpraca z gminami ościennymi? Na sukcesie Ciechocinka teoretycznie powinni zarabia też inni, bo te setki tysięcy gości ogromnie poszerzają rynek pracy czy usług…

Jesteśmy w związku gmin ziemi kujawskiej. Ta współpraca odbywa się na zasadzie: robimy wspólnie ścieżki rowerowe czy też zarządzamy wspólnie wysypiskiem odpadów. Natomiast współpracy turystycznej w tym obrębie nie było. I faktycznie, przyznaję, jest tu pole do popisu, szczególnie, jeśli pomyślę o Nieszawie, Raciążku i gminie Aleksandrów. Turystyka to jedno, druga – to pracownicy. Pierwszy krok to możliwość dojeżdżania do Raciążka naszym autobusem elektrycznym, po to żeby ułatwić dostęp do Ciechocinka. Jest jak wiadomo obecnie problem z pracownikami.

Kogo brakuje w Ciechocinku?

Jesteśmy oczywiście specyficzną miejscowością. Z jednej strony zawsze potrzeba fachowców – pielęgniarek, fizjoterapeutów, lekarzy. Z drugiej strony potrzebni nam są pracownicy serwisu w obiektach, branży gastronomicznej. I tu wchodzi z kolei w grę sezonowość. W sezonie letnim zapotrzebowanie jest większe, choć oczywiście sanatoria działają w prawie pełnym obłożeniu przez cały rok.

I tu zresztą wchodzi w grę problem tak zwanych niedojazdów – szacujemy ich liczbę na, zależnie od okresu, 10-20 procent! Jestem po spotkaniach z przedsiębiorcami. „Niedojazdy” w ramach NFZ to dla nich poważny problem, bo nie mogą się przestawić na działalność czysto komercyjną, mogą ją jedynie uzupełniać. Ale tu jest element dużej niepewności, bo nie mogą sobie pozwolić na sytuację, w której ktoś dostanie skierowanie i nie będzie go gdzie ulokować. Kiedyś nawet myślano o tym, żeby stworzyć taki wewnętrzny rynek wolnych miejsc, ale przedsiębiorcom nigdy się nie udało we własnym zakresie tego uzgodnić. Mimo wszystko widzą jednak między sobą konkurencję.  

Wspomniał pan o współpracy z samorządami kujawskimi, ale ta międzysamorządowa współpraca jest szersza. Od stycznia Ciechocinek, razem z 35 innymi samorządami, tworzy Metropolię Toruńską. Jakich korzyści dla swego miasta  spodziewa się Pan dzięki udziałowi w tym stowarzyszeniu?     

Po pierwsze to korzyści związane z ruchem  turystycznym. Spójrzmy, że w jednej metropolii będą dwie miejscowości posiadające status UNESCO. Z jednej strony to starówka toruńska, a z drugiej - Ciechocinek. To coś, co można dobrze wykorzystać. Każdy turysta, którzy przyjeżdża tu choćby na dwie godziny, to korzyść dla osób prowadzących u nas działalność gospodarczą. Ciechocinek to miejsce odpoczynku i miejsce, do którego  przyjeżdża się w celach zdrowotnych. I to jest oferta dla całej aglomeracji. Może warto pomyśleć o stworzeniu wspólnych pakietów zdrowotnych? Wiem, że dr Marcin Zajączkowski, prezes spółki Uzdrowisko Ciechocinek rozmawiał już z prezydentem Torunia o kwestiach związanych ze świadczeniem usług zdrowotnych.  Może się pojawi wspólna karta aglomeracyjna? Ciechocinek ma swoją kartę miejska, Toruń ma swoją…

…przy czym Ciechocinek miał ją wcześniej.

Tak. Może warto je połączyć?  Widzimy w tym bardzo duży potencjał. My myślimy nie tylko lokalnie, ale też bardziej globalnie, bo taka jest nasza marka. Patrzymy nie tylko na województwo, ale i patrzymy na obszar, na jaki oddziaływujemy.  I tutaj wspólnie z Toruniem możemy połączyć siły na przykład w promocji obu naszych miast. Jesteśmy liderem na rynku polskich uzdrowisk, mamy swoją markę, proszę zwrócić uwagę, że częściej się nas wymienia niż np. Kołobrzeg, który ma dużo więcej turystów, ale jako uzdrowisko jest mniej popularny.  Mamy masę imprez, eventów, mamy swoją historię,  „to, co w Ciechocinku się wydarzy, w Ciechocinku zostaje”, z Ciechocinkiem związanych jest masa anegdotek, jesteśmy obecni  w mediach.  Wspólnie z Toruniem, jako dwójka liderów, choć w odrębnych dziedzinach, możemy zrobić więcej. Toruń nie będzie uzdrowiskiem,  a my nie będziemy takiej wielkości miastem, ale możemy się uzupełniać i tworzyć wspólne programy.

Poza tym, jesteśmy świadomi, że turystycznie jesteśmy atrakcyjni dla Torunia. Jesteśmy chyba pierwszą gminą, najczęściej odwiedzaną przez mieszkańców Torunia.  

Do tego turystyka zdrowotna to jedna z inteligentnych specjalizacji województwa, to branża, na którą się w regionie szczególnie stawia. 

To są dziedziny, które wciąż jeszcze nie w pełni zostały wydobyte. Perspektywy dotyczące leczenia są bardzo szerokie. Jako społeczeństwo starzejemy się. W samym Ciechocinku 38 procent mieszkańców to osoby powyżej 65. roku życia.

Polska Floryda? 

Ale to też widać w statystykach. Jak wynika  z niedawnych danych GUS, w Ciechocinku lokują się osoby, które lepiej zarabiają. W ściąganiu ludzi zamożnych konkurujemy z Toruniem, czy Bydgoszczą. Inna nasza specyfika polega na tym, że aż 55 proc. zatrudnionych u nas to kobiety, co wiąże się z dominująca branżą uzdrowiskową. Takich specyficznych współczynników jest zresztą u nas dużo. 

Mamy w Polsce jakieś pół setki miejscowości o statusie uzdrowiskowym. Ciechocinek jest w tym segmencie liderem, ale czy jednak jest coś, czego Pan zazdrości innym popularnym  polskim kurortom, czego co w Ciechocinku nie ma?

Porównując, ale akurat nie z polskimi kurortami, ale litewskimi Druskiennikami, to trochę brakowało nam innowacyjności. Tu wracamy do początku rozmowy: nie powstał u nas żaden sieciowy obiekt  hotelowy. I tego na przykład brakuje. Tężnie, owszem, są wow, ale mamy je już od 1827 roku!

Są jakieś rozmowy z inwestorami z branży hotelowej?

Wcześniej były rozmowy, widziałem nawet wstępne projekty sieci Ireny Eris czy Malinowe Hotele. Teraz widzimy znów ożywiony ruch, zgłaszają się do nas poważni gracze, powiedziałbym nawet, że liderzy rynku. Po tym, jak ogłosiliśmy, że wraca kolej, że będziemy tworzyć centrum historyczno-edukacyjne i ze odzyskamy basen, tych pytań przybywa. Na razie jeszcze efektów nie widać, ale zainteresowanie wyraźnie wzrosło.  

Lider też miewa kłopoty. Głośno ostatnio było o sporze wokół planów budowy kompostowni  i biogazowni. Były protesty i publikacje medialne o kurorcie w „oparach fekaliów”. Dla wizerunku uzdrowiska to  groźna  sytuacja.  

Jest tu trochę powyborczej polityki, ale jest i drugi aspekt - stan faktyczny, jaki dziś mamy. A ten jest taki, że Ciechocinek ma oczyszczalnię ścieków, którą musimy modernizować. Pochodzący z niej osad jest umieszczany pod wiatą i leży tam, bo można go wywozić tylko w dwóch okresach w ciągu roku, wiosną i jesienią. Według mojej oceny, ale też z punktu widzenia dobra mieszkańców, mówienie o tym w taki sensacyjny, nie do końca prawdziwy sposób, jest krzywdzące dla miasta. Technologia, jaką chcemy zastosować, polega na zamknięciu osadów w procesie beztlenowym i odgazowaniu, a wiadomo, że odór osadów odgazowanych i nieodgazowanych jest zupełnie inny. Ktoś powiedział, że trawa jest odpadem biologicznym, a gmina ma tyle terenów zielonych, że musimy coś z tym zrobić. Oddajemy to na zewnątrz, ale też możemy ten potencjał zielonej energii wykorzystać na potrzeby własne. Nikt nie mówi, że  dziś oczyszczalnia  ścieków spala 20 ton węgla, a po zmianie nie będzie tyle spalać. Mówi się tylko o tych negatywnych rzeczach. Trochę to przykre. Jestem przekonany, że nasze działania środowiskowo się obronią.
Inna sprawa, że dziś tak naprawdę nie mówimy o pozwoleniu na budowę, ale o etapie weryfikacji, czy jest to środowiskowo możliwe do wykonania, bez szkodzenia ani wizerunkowi miasta, ani środowisku, ani zabytkowi, jakimi są tężnie.            

A z powodu Siarzewa burmistrza Ciechocinka nie boli głowa?  

Według mnie temat jest bardzo prosty. Jeżeli nie zostanie wprowadzona megaustawa, to proces odwoławczy będzie trwał od siedmiu do dziesięciu lat i być może  po 10 latach będziemy wracali do tego samego stanu. Wystarczy, żeby znalazła się jedna osoba, która wejdzie w proces…

A zawsze się znajdzie…

Tak. Jeżeli rzeczywiście uważamy, że jest to inwestycja strategiczna dla bezpieczeństwa Polski, powinno to iść w formie megaustawy,  w trybie natychmiastowej wykonalności, tak jak to zrobiono z przekopem przez Mierzeję. W innym przypadku tej inwestycji po prostu nie będzie.  

Dziękujemy za rozmowę.