Żużlowa Hiszpania - sportowo i marketingowo NASZ KOMENTARZ

Puls Dnia
Region Raport
Biznes Opinie
#
Fot. Agencja Toruń

Jeśli synoptycy się nie mylą, to jest spora szansa, że w momencie, gdy Szanowni Czytelnicy będą czytać te słowa, za oknami będzie całkiem przyjemnie, przynajmniej w porównaniu z tym, co musieliśmy znosić jeszcze w weekend. Do Polski wiosna zbliża się dopiero teraz, ale wielu żużlowców jej tegoroczny smak zdążyło już całkiem dobrze poznać. Tak to bowiem jest, że od paru lat coraz więcej czołowych klubów wysyła swoje gwiazdy tam, gdzie ciepło, a najlepiej do Hiszpanii.

 

Miałem przyjemność rozmawiać o dawnych czasach z wieloma żużlowcami z różnych pokoleń. I kiedyś to było! Opowieści tych najstarszych były zwykle podobne - jeśli już coś się zimą działo, to harowano w sali gimnastycznej. Dla Torunia miejscem wręcz legendarnym stała się sala I Liceum Ogólnokształcącego na Bydgoskim  Przedmieściu, gdzie pot wylewały kolejne roczniki zawodników Apatora. Było swojsko, było toruńsko, a nagrodą za wysiłek była szansa wyjazdu na klubowe zgrupowanie w góry. To też był polski żużlowy żelazny punkt programu - nad kondycją pracowało się na biegówkach, choć i na narty zjazdowe też przychodziła czasem pora. I w sumie nie jest to wcale przeszłość zamierzchła - „na śnieg” jeździło się jeszcze kilka lat temu.

A dziś? O wspólnych ćwiczeniach w sali gimnastycznej nie myśli już nikt, bo w erze pełnego zawodowstwa każdy zawodnik o swoje przygotowanie dba sam. Coraz rzadziej odbywa się jednak i wspólne szusowanie - owszem, ekstraligowe kluby zgrupowania mają, ale w pięknym słońcu i cieple. W ciągu kilku lat Szklarską Porębę zastąpiła Hiszpania, a biegówki ustąpiły miejsca rowerom i crossowym motocyklom.

I to wcale nie wszystko, bo wspólne wyjazdy mają na celu coś jeszcze, nie tylko trening i integrację. Zgrupowanie Apatora Toruń w Lloret de Mar zostało bowiem świetnie ograne marketingowo. Przyznam, że nieraz mocno krytycznie patrzyłem na poziom klubowych mediów społecznościowych w Toruniu, gdzie po sezonie szczególnie na X profil Apatora zwykł zapadać w wielotygodniowy sen zimowy, ale akurat w trakcie zgrupowania kolejne wpisy naprawdę przykuwały uwagę. Multum zdjęć, materiały wideo, ciekawe opracowanie graficzne - nic więc dziwnego, że kibice dzień po dniu śledzili przebieg zajęć z dużym zainteresowaniem. A do tego jeszcze sesja zdjęciowa zawodników w nowej klubowej odzieży na zakończenie.

I o to właśnie też na zgrupowaniach chodzi. Bądźmy szczerzy - zawodowy żużlowiec formę fizyczną zbuduje niezależnie od tego, czy z kolegami z klubu wybierze się do Hiszpanii, czy będzie ćwiczył w naszym klimacie pod okiem fachowego trenera personalnego. Skoro jednak czołowe kluby decydują się na niemały wydatek, jakim jest wysłanie całej drużyny, sztabu szkoleniowego, a także działu marketingu i fotografa na drugi koniec Europy, to w tym szaleństwie jest metoda. Metoda sportowo-integracyjna, ale i promocyjna. Bo oto zespół można przedstawić jako zgraną paczkę sportowców-kumpli, a zrealizowane materiały publikować jeszcze długo, pokazując nie tylko kibicom, ale i sponsorom, że klub jest na tyle profesjonalny, że dba o swoich zawodników i zapewni im nawet gwiazdkę z nieba lub chociaż hiszpańskie słońce, byleby tylko za kilka tygodni zaczęli zwycięski marsz ku ligowym medalom.

I tak oto torunianie ćwiczyli w Lloret de Mar, a w tym samym czasie też w Hiszpanii, w Benidorm, szlifowali swoją kondycję grudziądzanie z GKM-u. A na podobny pomysł wpadli nie tylko nasi - całkiem niedaleko, na Majorce, kolejne kilometry wyciskali na rowerach żużlowcy Motoru Lublin. I choć to radowanie się hiszpańskim słońcem już od paru dni jest historią, to jednak atutów takich wypraw niewątpliwie jest sporo.

A co w Bydgoszczy? Trzeci z naszych regionalnych klubów, Polonia, na dalekie wojaże się nie zdecydował i zgrupowanie zorganizował już miesiąc temu na miejscu w Polsce, co na zapleczu Ekstraligi nie jest niczym dziwnym. Ba, nawet w elicie na takie wczasy nie zdecydowali się wszyscy, wszak i Falubaz Zielona Góra został w kraju i w żadnym razie na straconej pozycji stać nie musi. Sytuacja bydgoszczan, przynajmniej ta czysto sportowa, nie będzie więc wcale znacznie gorsza niż by była, gdyby klub zdecydował się wysłać swoją kadrę w cieplejsze rejony. Choć ci, którzy taką możliwość otrzymali, raczej specjalnie z tego powodu nie narzekają…
 

CZYTAJ WIĘCEJ: