To najczarniejsza karta wojennej historii Torunia. Mija 80 lat od tragedii

Puls Dnia
Biznes Ludzie
#
Fot. Bartosz Fryckowski

24 stycznia 1945 roku zapisał się czarnymi zgłoskami w historii Torunia, a w szczególności Podgórza. Tego dnia doszło do wybuchu wagonów kolejowych wypełnionych trotylem, co spowodowało śmierć ponad 30 mieszkanek i mieszkańców miasta.

 

Najmłodsza ofiara miała 4 miesiące

Pamięć o wydarzeniach z 24 stycznia 1945 roku jest w Toruniu wciąż żywa. W 80. rocznicę tragedii doszło do uroczystych miejskich obchodów, w których udział wzięli m.in. wicewojewoda Michał Sztybel, wiceprezydent Rafał Pietrucień, przewodniczący Rady Miasta Torunia Łukasz Walkusz i były prezydent Michał Zaleski.

Omawiając to tragiczne zdarzenie warto wrócić do początków. Pod koniec stycznia 1945 roku zacięte walki pomiędzy wojskami niemieckimi a rosyjskimi toczyły się na terenie toruńskiego poligonu, który jest oddalony od centrum Podgórza o około 3 kilometry. A w okolicach dworca głównego ustawiono dwie platformy pełne skrzyń z trotylem.  


- Pierwsze ofiary tych walk to żołnierze niemieccy, którzy zostali ranni podczas tych zmagań.  Przewieziono ich do wcześniej przygotowanego szpitala polowego, jaki znajdował się w piwnicach dawnego browaru. To był solidny budynek, a więc gwarantował bezpieczeństwo rannych, chorych i obsługi medycznej. Następnego dnia kolejarze przepchnęli dwa wagony, właściwie to były platformy, ze skrzyniami z trotylem, które znalazły się na dworcu głównym w celu chyba zaminowania niektórych obiektów lub nawet wysadzenia przez saperów. Kiedy kolejarze zorientowali się, że szykuje się totalna zagłada infrastruktury dworcowej i innych miejsc wokół dworca głównego, zdecydowali się wykonać manewr przesunięcia wagonów na bocznicę kolejową z dala od infrastruktury dworcowej - opowiada naszemu dziennikarzowi toruński przewodnik Marian Rochniński.

Do wybuchu doszło 24 stycznia. Śmierć poniosło co najmniej 31 osób w różnym wieku. Najmłodsza ofiara miała zaledwie 4 miesiące, a najstarsza 83 lata. Na Podgórzu ginęły często całe rodziny. Wybuch zniszczył 240 budynków - w tym kamienice, browar, kino, pocztę oraz uszkodził kościół i magistrat Podgórza. Jeżeli chodzi o ilość ofiar było to najkrwawsze zdarzenie w trakcie II Wojny Światowej w Toruniu.

Do dziś nie są znane dokładne przyczyny tej tragedii. Najbardziej prawdopodobna hipoteza zakłada, że eksplozja nie była dziełem przypadku. - Przypuszczamy, że doszło do świadomej eksplozji ze względu na to, że ładunki trotylu nie wysadza się przypadkowo. Są do tego potrzebne odpowiednie zapalniki. Ktoś chyba dysponował takim zapalnikiem i prawdopodobnie on spowodował eksplozję. Niektóre źródła podają, że wśród ofiar tej eksplozji byli sami ci, którzy przyczynili się do tej eksplozji tutaj właśnie, z dala od dworca. Niektórzy mówią, że wysadzona miała być nowa parowozownia, którą zbudowali jeńcy - mówi Marian Rochiński.  


Pamięć o ofiarach jest wiecznie żywa

Na skutek tragedii z 24 stycznia 1945 roku zginął wujek prof. Marcina Czyżniewskiego - byłego przewodniczącego Rady Miasta Torunia, nauczyciela akademickiego i obecnego radnego. 

- 24 stycznia 1945 roku to jeden z najbardziej dramatycznych dni w historii Torunia. Ale 24 stycznia to także ważny dzień dla wielu toruńskich rodzin. Także dla mojej rodziny, jak wśród ofiar tego wybuchu znalazł się ośmioletni, siedmioletni właściwie jeszcze wtedy, Stefan Lachowicz, starszy brat mojej mamy - mówił prof. Czyżniewski.

Mimo upływu lat krewni ofiar nadal pamiętają o tragedii. 

- Ta historia w naszej rodzinie żyła zawsze. Pamiętaliśmy o niej, często do niej wracaliśmy. 24 stycznia to kilka dni przed zakończeniem okupacji, hitlerowskiej okupacji Torunia. To dzień, w którym wszyscy Torunianie, także mieszkańcy okolicznych domów czekali już na koniec wojny. I wtedy nadeszła ta tragedia. Mój dziadek, przedwojenny komendant Służby Ochrony Kolei na toruńskim dworcu głównym, dopiero co wrócił z rodziną, ukrywał się poza Toruniem przez całą wojnę przed aresztowaniem. Chcieli tu rozpocząć nowe życie. Tymczasem w tych pierwszych dniach po powrocie do Podgórza spotkała ich i wiele innych toruńskich rodzin ta wielka, niewyjaśniona do dziś tragedia - powiedział prof. Czyżniewski.

 

CZYTAJ WIĘCEJ: