Ekspertom ekonomicznym szczerze nie zazdroszczę, bo mają teraz pod górkę. I to stromą. Przypominają trochę komentatorów sportowych, którym kazano przewidzieć wynik meczu, choć ci nie bardzo wiedzą, w co zawodnicy grają, a zasady rozgrywki ciągle się zmieniają. To, co można powiedzieć o nowym porządku świata naszego, organizowanym przez pana Donalda Trumpa i jego drużynę, to na pewno to, że wisi nad nami wielka niepewność. I brak poczucia bezpieczeństwa. A to zaboli nawet nas, schowanych w kujawsko-pomorskim fyrtlu.
Ogłoszone w superbohaterskim sztafażu i z koszmarnie napastliwą retoryką cła dla reszty świata, jeśli się zmaterializują (bo w końcu nic pewnego dziś nie ma, może to znowu jakaś "taktyka negocjacyjna"), zabolą tak naprawdę cały ten świat. Szczególnie, że pan Trump zagrał mocniej, niż się spodziewano. Że nas jakby zabolą mniej, bo USA konsumuje tylko 3 proc. naszego eksportu? Cóż, nie do końca. Jak to ktoś wyliczył, na przykład najróżniejsze podzespoły do europejskich samochodów produkuje dziś tysiąc polskich firm. Małych i dużych, również naszych, z kujawsko-pomorskiego. I ponoć nie ma europejskiego samochodu w USA, w którym nie byłoby jakiejś polskiej części. Jasne więc - cła najpierw uderzą w Niemców, którzy przytną produkcję. A zaraz potem uderzą w nas, bo nie będzie gdzie tych naszych części montować. Co najprawdopodobniej czeka świat po „cłach wzajemnych” (choć trwają dyskusje, jak Amerykanie tę wzajemność wyliczyli, więc może lepiej „cłach odwetowych”)? Zapewne spadki PKB w poszczególnych krajach, wzrost cen i inflacja. No, ale ma ponoć wzrosnąć liczba miejsc pracy w USA, dzięki ochronie rynku – tyle że to, według wielu ekspertów, czysta iluzja. Jedno jest pewne – to kubeł zimnej wody dla Europy, która mam nadzieję zabierze się do roboty. Bo to też świetny pretekst, żeby wreszcie uporządkować sprawy z amerykańskimi Big Techami i zmusić je do dzielenia się tortem, a nie okruszkami.
Na razie czeka nas jednak przede wszystkim wielka niepewność. A tej biznes nie znosi, bo z hukiem uderza choćby w ochotę do inwestowania. Tę niepewność już mamy, co najlepiej widać po cenach złota. Bo złoto, jak dzieją się rzeczy dziwne i nieciekawe, idzie w górę. No to teraz też idzie. I to tak, jak rzadko.