Wszystkie znaki na niebie, Ziemi, oraz w mediasferze wskazują, że nie będzie sensacyjnego przejęcia hiszpańskiego producenta superszybkich pociągów Talgo przez należący do skarbu państwa Polski Fundusz Rozwoju. Hiszpańskie władze – co nie było wielką niespodzianką – konsekwentnie stawiały na krajowego inwestora, tak by firma zachowała „hiszpański charakter”. Z drugiej strony o Talgo ostro zawalczył baskijski koncern stalowy Sidenor, wspierany przez kapitał i władze baskijskiej autonomii. Jeśli wejście grupy kapitałowej z Sidenorem na czele do Talgo stanie się faktem i kiedy siedziba podatkowa tej spółki przeniesiona zostanie z do Kraju Basków - bo i o to toczyła się ta gra - Baskowie będą mogli mówić o tryumfie. „Talgo zostaje w Kraju Basków, tak polityka pokonała rynki” – tak portal El Correo zatytułował jeden ze swych materiałów obwieszczających baskijskie zwycięstwo. jest w ty coś bardzo symbolicznego.
Baskowie mają prawo mówić o zwycięstwie, ale czy PFR może mówić o klęsce? Tu bym był ostrożny, bo jeśli nawet starania się polskiego funduszu nie przyniosły sukcesu, co akurat w biznesie nie jest niczym niespotykanym, to już sam fakt, że polski kapitał wszedł na pozycję poważnego gracza w rozgrywce o jednego z liczących się europejskich producentów najbardziej zaawansowanego technologicznie sprzętu komunikacyjnego - ma niebagatelny walor promocyjny.
I jeszcze jedna rzecz o której warto pamiętać: zmiana a akcjonariacie Talgo wcale nie oznacza końca sformalizowanej jesienią zeszłego roku w Berlinie współpracy tej firmy z należącą do PFR bydgoską Pesą. Hiszpańskie media podkreślają, że Talgo ma portfel zamówień na 4 miliardy euro, ale nie ma mocy produkcyjnych, by to przerobić. I tutaj mocno się ostatnio rozbudowująca Pesa może być na wagę złota. I nawet Baskowie to docenią.
Kliknij ZAPISZ SIĘ, aby otrzymywać powiadomienia o publikacji najnowszych artykułów.